Szukaj na tym blogu

środa, 21 sierpnia 2013

RAPORT BIURA RZECZNIKA PRAW OSÓB UZALEŻNIONYCH - CZĘŚĆ LECZNICZA

RAPORT BIURA RZECZNIKA PRAW OSÓB UZALEŻNIONYCH - CZĘŚĆ LECZNICZA

Raport Rzecznika, w części „leczniczej” przedstawia polski model pomocy uzależnionym od narkotyków i jego problemy. Wśród nich jako najważniejszy Raport wskazuje stosowanie nieadekwatnej pomocy, wynikające z faktu, że leczymy głównie, poprzez izolacyjne placówki stacjonarne. Raport porównuje liczby leczonych stacjonarnie w Polsce i Europie, zestawiając dane  EMCDDA i IPiN. Wg tych źródeł, w 2010 w UE leczeniem stacjonarnym było objętych 50 000 osób, w Polsce ok. 15 000. Uwzględniając to, że dane mogą być zaniżone (lecznictwo stacjonarne jest traktowane w wielu krajach z przymrużeniem oka), to trudno zakwestionować, że jesteśmy światowym liderem w udostępnieniu izolacyjnych form pomocy, na co nie ma merytorycznego uzasadnienia.  Tylko dwa województwa nadbałtyckie dysponują większą liczbą miejsc w ośrodkach niż większość krajów UE, a porównywalną liczbą do Francji czy Holandii posiada choćby nie ujmowana w polskich sprawozdaniach wspólnota Cenacolo. Rekordy izolacyjnych form pomocy są okupione ciężkim deficytem dotyczącym innych świadczeń. Choćby do wiodącego w UE, leczenia substytucyjnego, mamy najniższe w Europie wskaźniki dostępu. Oto najistotniejsze wnioski:
 

W Polsce leczy się ok. 30% wszystkich europejskich przypadków leczonych stacjonarnie.  Ośrodki i reprezentujące je największe NGO, prowadzą świadome działania monopolizujące rynek świadczeń i marginalizujące świadczenia alternatywne. Niedofinansowanie lecznictwa ambulatoryjnego powoduje, że młodzi ludzie nie otrzymują wystarczającej pomocy w czasie, gdy zaczynają eksperymentować z narkotykami. Pozostawia się ich na tzw. „doćpanie”, na pogłębienie ich problemów, minimalizując szanse na skuteczną pomoc, maksymalizując na wiele lat bez efektywnej terapii w ośrodkach.
 

Krajowy Program Przeciwdziałania Narkomanii 2011-2016, którego jednym z najważniejszych celów jest doprowadzenie do równowagi świadczeń, nie jest realizowany w zakresie, który pozwoliłby ów cel osiągnąć. NFZ ignoruje fakt, że leczenie ambulatoryjne, substytucyjne i postrehabilitacja są priorytetami Programu, a leczenie stacjonarne nie jest takim priorytetem. Na przekór Programowi lecznictwo stacjonarne otrzymuje aż 60% wszystkich nakładów na lecznictwo. W 2012 nakłady te wzrosły w stosunku do 2011, o 9 mln zł, z czego ośrodki otrzymały 6 mln zł, a trzy wspomniane priorytety tylko 3 mln zł.  

Zalecenia Raportu dla ratowania KPPN 2011-16:
·    Ośrodki: zamrożenie nakładów oraz skrócenie czasu leczenia do 6 miesięcy.
·    Podwojenie nakładów na lecznictwo ambulatoryjne oraz zobligowanie placówek ambulatoryjnych do prowadzenia terapii substytucyjnej
·    Organizowanie hosteli postrehabilitacyjnych tylko w dużych miastach, czyli tam, gdzie readaptacja społeczna może się powieść ze względu na dostęp do nauki i rynku pracy. Miejsca hostelowe powinny być dostępne pacjentom z całej Polski, a nie jak dotąd, tylko pacjentom jednego podmiotu leczniczego czy jednego NGO.


Całość Raportu Biura Rzecznika Praw Osób Uzależnionych dotycząca leczenia:
http://politykanarkotykowa.pl/sites/default/files/biblioteka/raport_rpou_czesc_lecznicza.pdf

NOWY ARTYKUŁ 62a – CZYLI JAK DZIAŁA USTAWA O PRZECIWDZIAŁANIU NARKOMANII PO NOWELIZACJI?


NOWY ARTYKUŁ 62a – CZYLI JAK DZIAŁA USTAWA O PRZECIWDZIAŁANIU NARKOMANII PO NOWELIZACJI?
W grudniu 2011r. weszła w życie znowelizowana Ustawa o przeciwdziałaniu narkomanii. Pozwala ona m.in. na umorzenie postępowania w wypadku posiadania nieznacznych ilości narkotyków przeznaczonych na własny użytek sprawcy. Jak wygląda to w praktyce?
Według statystyk podanych przez Ministerstwo Sprawiedliwości, w ciągu całego 2012 r., 2307 spraw umorzono bezwarunkowo, w tym:
· 2145 spraw zostały umorzone przez prokuratorów na podstawie art. 62a
· 162 sprawy przez sądy na podstawie art. 62a.

Wśród prokuratur dane są zróżnicowane. Zgodnie z danymi Ministerstwa Sprawiedliwości, w poszczególnych miastach doszło do umorzeń prokuratorskich w następującym zakresie: Warszawa – 195, Białystok – 16, Gdańsk – 226, Katowice – 180, Kraków – 133, Lublin – 94, Łódź – 41, Poznań – 496, Rzeszów – 11, Szczecin – 400, Wrocław – 353.

Choć należy traktować te dane, jako dobry prognostyk, niemniej jednak trudno się dziwić, że umorzeń jest niewiele, skoro dotychczasowe prawo silnie utrwaliło stosowanie złych praktyk przez prokuratury i sądy w ciągu 11 lat obowiązywania.

PROBLEM NUMER JEDEN – BRAK PRECYZYJNEGO PRAWA
Kryteria kwalifikacji czynu do danego typu przestępstwa nie są jednoznacznie wskazane w przepisach prawa. Nie ma bowiem definicji znacznej i nieznacznej ilości posiadanej substancji, co nastręcza wielu wątpliwości interpretacyjnych. Próbę ustalenia tych wartości podejmował Sąd Najwyższy w kilku orzeczeniach, które nie określają jednak jasnych i precyzyjnych kryteriów. W większości przypadków sędziowie i prokuratorzy każdorazowo i samodzielnie dokonują swobodnej oceny, czym jest znaczna i nieznaczna ilość zakazanych substancji. Dla przykładu:
Sąd Apelacyjny w wyroku z dnia 20 lutego 2008 (II AKa 10/08) stwierdził, że
"Znaczną ilością" środków odurzających lub substancji psychotropowych w rozumieniu ustawy z dnia 29.7.2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii jest ilość pozwalająca na sporządzenie co najmniej kilkuset jednorazowych porcji, mogących odurzyć co najmniej kilkaset osób.
Sąd Najwyższego dnia 4 listopada 2008 r. (IV KK 127/08) wydał orzeczenie, w którym stwierdzono, że:
Tylko wówczas dochodzi do wypełnienia przedmiotowego znamienia przytaczanego przestępstwa z art. 62u.p.n., gdy posiadanie środka odurzającego lub substancji psychotropowej następuje w ilości pozwalającej na choćby jednorazowe użycie danej substancji, w dawce dla niej charakterystycznej, zdolnej wywołać u człowieka inny niż medyczny skutek.
Sąd Najwyższy w wyroku z 10 grudnia 2008 r. (II KK 235/08) stwierdził, że
„O uznaniu konkretnego czynu zabronionego za wypadek mniejszej wagi decyduje w istocie ocena stopnia jego społecznej szkodliwości postrzegana przez pryzmat przesłanek wskazanych w art. 115 § 2 Kodeksu karnego. W świetle tych przesłanek jest oczywiste, że masa posiadanych przez skazanego środków odurzających nie może być jedynym kryterium oceny stopnia społecznej szkodliwości czynu. Istotne znaczenie dla oceny wagi czynu ma także rodzaj posiadanych przez skazanego środków (amfetamina).
Sąd Najwyższy w wyroku z dnia 21 stycznia 2009 r. (II KK 197/08) uznał, iż
Dysponowanie środkiem odurzającym (lub substancją psychotropową) związane z zażywaniem go lub chęcią niezwłocznego zażycia przez osobę dysponującą nim, nie jest posiadaniem tego środka (lub substancji) w rozumieniu art. 62 ust.1 Ustawy z dnia 29 lipca 2005 r. o przeciwdziałaniu narkomanii. (II KK 197/08).
Orzeczenia te mają za zadanie wskazać organom ścigania kryteria, jakimi powinny się posługiwać przy ocenie dowodów, jednak nie obligują do ich stosowania.

PROBLEM NUMER DWA - SPRZECZNOŚĆ ZAPISÓW W USTAWIE O PRZECIWDZIAŁANIU NARKOMANII
- Co więcej – mówi Sieniawska - analizując funkcjonowanie i zasadność wprowadzenia art. 62a można zaobserwować pewną paradoksalną zależność. Otóż, art. 62a ma na celu dążenie do umarzania postępowań karnych w przypadku posiadania substancji psychoaktywnych przeznaczonych na własny użytek sprawcy, czyli ma na celu umarzanie postępowań z art. 62.1 lub 62.3 Jeśli zależność między art. 62a, a art. 62.1 i 62.3 jest taka, że ten pierwszy ma służyć likwidacji postępowań karnych z art. 62.1 i 62.3, to logicznym wydaje się pytanie, po co w ogóle istnieją te przepisy prawa skoro celem ich istnienia jest wzajemna neutralizacja? Z logicznego punktu widzenia istnienie art. 62a legitymuje bezsens istnienia art. 62.1 i 62.3, a postępowania umorzone na jego podstawie dają świadectwo zasadności likwidacji tych przepisów, zarazem poddając w wątpliwość racjonalność ustawodawcy, który utrzymuje taką sprzeczność.- komentuje Agnieszka Sieniawska
Poza tym warto pamiętać, że w świetle prawa narkotykowego o posiadaniu można mówić nie wtedy, kiedyś ktoś po prostu ma substancję psychoaktywną, ale wtedy, gdy można udowodnić, że zamierza ją na przykład udostępniać innym, sprzedawać. Zgodnie z prawem za samo posiadanie skręta w ogóle nie powinno się karać. – dodaje.

W ROKU 2011 Z POWODU ART.62.1 ZATRZYMANO PONAD 35 TYSIĘCY OSÓB
- Choć ilość umorzeń prokuratorskich w ciągu ostatniego roku wzrosła, to niestety trzeba stwierdzić, że zdecydowanie zbyt mało jest tych umorzeń, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, że art. 62a został stworzony jako narzędzie dla prokuratorów i miał prowadzić do skrócenia procedury oraz zmniejszenia kosztów. – mówi Agnieszka Sieniawska. - Należy bowiem jednocześnie podkreślić, że nie spadła liczba zatrzymań- podkreśla.
Zgodnie z udostępnionymi danymi w informacji prawnej na zapytanie posła Artura Dębskiego przez Biuro Analiz Sejmowych z dnia 13 listopada 2012 r : w roku 2011 stwierdzono wystąpienie 35 233 czynów określonych w art. 62.1 oraz 62.3 u.p.n. (posiadanie nieznacznej ilości) oraz 1 613 czynów określonych w art. 62.2 u.p.n. (posiadanie w znacznej ilości).

W ubiegłym roku, czyli w 2012 po wprowadzeniu artykułu 62 a, pozwalającego umarzać postępowania, skazań i umorzeń z art. 62.1 było około 18,5 tys. Rzeczywista liczba umorzeń prokuratorskich na podstawie art. 62a stanowi zaledwie 11 procent spraw.
- Dlatego należy dokonać wszelkich starań, by upowszechniać nową, dobrą praktykę. Będziemy się tym zajmować, realizując szkolenia dla prokuratorów i policji. – pointuje Sieniawska.

1) Dane udostępnione przez Ministerstwo Sprawiedliwości w maju 2013r.

poniedziałek, 10 października 2011

PSPN i Polityka

Zbliżają się wybory, stąd Polska Sieć przebudowując nieco stronę internetową promuje myślących polityków, włączających swój racjonalny głos w debatę narkotykową. Nie ma ich wielu ale pochodzą ze wszystkich opcji oprócz PiS, gdzie mimo szczerych chęci nie udało się nam znaleźć nikogo  wartego poparcia. Gdyby żył taki Paweł Wypych (zginął pod Smoleńskiem), szef Biura Polityki Społecznej za warszawskiej prezydentury Lecha Kaczyńskiego, dzięki któremu Miasto Stołeczne w dwa lata podwoiło liczbę miejsc leczenia substytucyjnego….
PSPN wskazując ludzi nie partie, jest nadal poza polityką, oprócz tej  narkotykowej.
Osobiście odpowiada mi osoba Marka Balickiego, osoby od lat sprawdzonej, wiarygodnej i niesłychanie pracowitej. Popierany jest przez SLD, choć członkiem owego ugrupowania nie jest.
Marek Balicki, pomógł przełamać opór NFZ, który unikał przez długi czas zajęcia stanowiska w sprawie nierównowagi w dostępie do podstawowych świadczeń, monopolizacji pomocy i leczenia uzależnionych od narkotyków przez formy stacjonarne. Stanowisko NFZ w tej sprawie już jest i w postaci wytycznych zostało przekazane oddziałom, w tym do tych oddziałów, gdzie szczodrość wobec ośrodków rehabilitacji przekracza wszelką przyzwoitość. Mamy obecnie taki paradoks, że im mniej kasy na ośrodki/społeczności terapeutyczne tym lepiej dla uzależnionych. Tylko wtedy zatrudnieni w społecznościach terapeutycznych specjaliści będą rozglądać się za inną, bardziej potrzebną działalnością. Czym bardziej się przetrzepie ST, tym lepiej też dla ichnich terapeutów, którym może ubędzie arogancji, ubędzie ignorancji.  
Ideologia drug free, która w Polsce ma bardzo radykalną pomorską postać i zatruła umysły polskich terapeutów nie jest osadzona na cywilizowanych podstawach. Nie jest osadzona na otwartej dyskusji specjalistów, na materiale badawczym. Wykluczenia tysięcy uzależnionych, pozbawienie ich dostępu do skutecznej pomocy nie da się uzasadnić na konferencjach i w poważanych publikacjach (pokażcie jakąś). Jest to ideologia skrywana i szeptana, zasłonięta frazesami i aluzjami. Ma wymiar podwórkowo-kloaczny, konspiracyjny jak pedofilia i antysemityzm, więc tylko wśród ziomali może być ujawniona. Na spotkaniach o polityce leczniczej w Gdańsku, o ideologię drug free walczyli zażarcie wystawni na pośmiewisko (z powodu skrajnej niekompetencji) urzędnicy, bo żaden jej wyznawca - specjalista leczenia uzależnień nie miał odwagi zabrać głosu lub się pojawić. Tak jest na spotkaniach w całej Polsce, tak było też ostatnio 28 września, na spotkaniu w Urzędzie Miasta w Krakowie, w mieście gdzie umówiliśmy się stworzyć interdyscyplinarny zespół ds. polityki leczniczej.


Jacek Charmast

sobota, 8 października 2011

Grecka Ketea i holenderskie Emiliehoeve wołają o pomoc!

Stare i zasłużone europejskie organizacje narkotykowe, grecka Ketea i holenderskie Emiliehoeve wołają o pomoc. Kryzys i wynikająca z niego skala cięć budżetowych, która je dotknie to trzęsienie ziemi.

Uważam osobiście, że polskie NGO powinny udzielić im wsparcia, ale wskazując na warunki jakie powinny spełnić, by tamtejszy płatnik złagodził stanowisko. Jednym z nich jest podporządkowanie greckiego monopolisty Ketei tak przeformułowanej polityce leczniczej, dla której abstynencja jest tylko jednym z wielu, wcale nie najważniejszym celem. Tym ważniejszym zgodnie z zaleceniami WHO jest poprawa funkcjonowania, natomiast abstynencja w tej hierarchii jest dopiero na trzecim miejscu. Taka hierarchia celów zhumanizuje Keteę, uczyni jej działanie efektywniejszym, a zarazem Grecji opłaci się nie oszczędzać kosztem leczenia uzależnionych. Tam jak w Polsce, należy tworzyć interdyscyplinarne zespoły kreujące politykę leczniczą, gdzie WWT (wszystko wiedzący terapeuci): pedagodzy i psycholodzy nie grają pierwszych skrzypiec. Przed laty w Holandii swoim brakiem rozumu, doprowadzili do zupełnej marginalizacji metody społeczności terapeutycznej, czego przykładem jest dzisiejsza ranga Emiliehoeve. Dzisiaj ST (społeczności terapeutyczne należy chronić głownie przed nimi samymi - podobny proces samo marginalizacji ośrodków stacjonarnych ma dzisiaj miejsce w Polsce, a one zamiast pójść po rozum do głowy, oddają się w ręce złoczyńców, gryzą po kostkach i prowadzą politykę „oblężonej twierdzy”.
W Grecji WWT również stworzyli monopol, ale ichniego pomagacza dzielą od naszego, „leśnego troglodyty” lata świetlne. Tam, taki terapeuta z Ketei, nie może tkwić w jednym miejscu, np. dwadzieścia lat w jakimś dzikim folwarku, nazwanym na wyrost ST i do końca w nim ogłupieć i maltretować pacjentów. Bardzo trudno w naszym kraju o pomagacza, z którego ST nie zrobi po paru latach kretyna. Na paruset, znanych mi pracujących w tym modelu osób, tylko kilka wskazałbym jako te, które potrafiły się obronić się przed ogłupieniem (na ogół osoby te pracują dodatkowo w ambulatoriach). Owo głupienie wyraża się głównie w przekonaniu o doskonałości tej metody, przekonanie niewzruszone nawet mimo doświadczania ciągłych porażek.  W Ketei terapeuta jest zobligowany do pracy w wielu serwisach i na tym polega jej przewaga nad takim Monarem. W Polsce 30% - 40% terapeutów nie przechodzi/powtarza egzamin certyfikacyjny, bo są krótko mówiąc mentalnie ukształtowanymi klawiszami, a nie terapeutami. Podchodzą do pacjentów jak do stada, na dodatek stada, w którym rej wodzą kryminaliści.
Ketea i Emiliehoeve to organizacje osadzone w skrajnie różnej rzeczywistości, ale na podobnej selekcyjnej ideologii, która w Polsce doprowadziła tysiące ludzi szukających pomocy do śmierci a ich rodziny do rozpaczy. Teraz ta ideologia przebija się w Rosji, a jeżeli się przebije oczywiście drogą selekcji może pomóc setkom osób, ale tysięce doprowadzi do przedwczesnej śmierci (w Rosji szacunkowe dane mówią o ponad milionie uzależnionych). Setki tysięcy Rosjan będzie miało tylko taki wybór jak w Gdańsku (wzorcowej europejskiej enklawie głupoty) - albo godzisz się dobrowolnie zrezygnować z autonomii i godności, zaczniesz „terapię” w pół zamkniętym, resocjalizacyjnym systemie, albo zdychaj na ulicy.
Wielu się oburza na porównanie ST do więzienia, ale do więzienia można iść też „prawie” dobrowolnie. Można też dobrowolnie w nim pozostać i zbyć się swoich praw, gdy w alternatywie jest tylko umieranie pod płotem. Są też w świecie placówki penitencjarne, które przebijają niektóre ST humanitarnym podejściem.


Jeszcze w styczniu otrzymałem z Rosji pewien dokument do skomentowania. Jest to „Koncepcja reorganizacji służby narkologicznej”, gdańskie łajno ubrane we humanitarne frazesy. Tak mniej więcej to skomentowałem. Napisałem jeszcze, że Polska właśnie stara się ze wszystkich sił odejść od selekcyjnego systemu, ale na jego straży stoją organizacje pozarządowe, opanowane przez ukształtowanych w komunie „klawiszy”. Wszystkie polskie strategie ochrony zdrowia odnoszące się do pomocy uzależnionym, wskazują jako na priorytet, odejście od selekcji/eliminacji prowadzonej w ramach monopolu modelu stacjonarnego: Narodowy Program Zdrowia, Narodowy Program Ochrony Zdrowia Psychicznego, kolejne KPPN, w wreszcie wytyczne dla NFZ z tego roku (o tym ostatnim dokumencie nie napisałem w tamtym komentarzu, bo ma dopiero miesiąc a powstał wyniku prowadzonej przez parę lat obywatelskiej akcji nacisku na NFZ).
Wiem, że autorzy „Koncepcji” to ludzie światli, pragmatyczni. Uważają po prostu, że proponowany model to tylko etap w drodze do jego europeizacji. Do innego myślenia muszą najpierw dorosnąć politycy, musi dorosnąć ich kler, który ma tam wiele do powiedzenia w kwestiach dot. wykluczenia. Uważam jednak, że Rosja nie musi przechodzić „gdańskiego” etapu, płacąc za niego aż tak wysoką cenę. Potrzebna im, jak w Polsce szeroka debata o wykluczeniu, potrzebne pilotażowe zintegrowane programy, a polityce leczniczej „interdyscyplinarne zespoły”, gdzie obok terapeutów zasiądą lekarze, wśród nich głównie zakaźnicy, policjanci, więziennicy, przedstawiciele organów wymiaru sprawiedliwości.
 Rosyjska „koncepcja” jest więc postępem, biorąc pod uwagę tamtejsze bardzo azjatyckie podejście do wykluczenia: „odwróciłeś się od społeczeństwa, więc zdychaj”. Czy mieliście okazje widzieć jaka zachowują się Japończycy, gdy przechodzą przez europejskie bajzle? Jeżeli widzieliście to zgodzicie się, że nasz „gdański” model jest tylko na pół europejski, w drugiej połowie zaś azjatycki. Fajnie, że problem WWT w Polsce jest już niemal załatwiony,  idzie o to by nie przenieśli oni swoich chorych zasad do krajów sąsiednich, tam gdzie tysiące porąbańców tylko czyha, by móc drugim człowiekiem poniewierać pod pozorem pomocy.

Jacek Charmast

czwartek, 11 sierpnia 2011

"Amy nadużyta"

Młodzieżówka prawicowej szwajcarskiej partii SVP wykorzystuje zdjęcie Amy Winehouse w kampanii przeciw dekryminalizacji narkotyków.

Plakat przedstawia zdjęcie zmarłej wokalistki, gdzie wygląda powiedzmy oględnie bardzo niekorzystnie, co ma z kolei sugerować, że jest pod "wpływem substancji". Brak szacunku dla zmarłej? Owszem, ale też ta obłędna narkofobia, która wtłacza nam w głowy karykaturę problemu, jego najbardziej odstręczającą postać, po to by przeforsować swoje.
Narkofobia nie tylko szwajcarska, ale też nasza rodzima, sprowadza najchętniej zróżnicowany, wymagający głębokiego namysłu problem do jego skrajnych przejawów, do wyniszczenia i śmierci, do upodlenia i przestępczego życia. Narkofobia, z jej córka kryminalizacją zapominają, że same są najczęściej równorzędną z narkotykami (niektórymi) przyczyną takiego stanu rzeczy.
Zapomina się też, że większość osób sięgających po nielegalne substancje to palacze konopi, którzy mają się w większości równie dobrze jak członkowie takiej czy siakiej prawicowej partii.
Moja matka przeprowadziła się klika lat temu do małej, letniskowej miejscowości pod Warszawą, gdzie od miesięcy szuka fachowca "złotej rączki", kogoś kto pomoże naprawić zlew, pomalować parkan czy skosić trawę. W sklepie z materiałami budowlanymi usłyszała:

Kto się uzależnia, a kto wychodzi cało?


New, York Times - Artykuł opublikowany przez Dr. Richarda A. Friedmana –

1 Sierpień 2011

Krótko po tym jak znaleziono martwą piosenkarkę Amy Winehouse w jej mieszkaniu w Londynie – w radiu często zaczęto puszczać jej hit muzyczny Pt. „Odwyk” – jest to piosenka o jej odmowie odbycia leczenia na jej uzależnienie narkotykowe.

Uzależniona Amy Winehouse walczyła z uzależnieniem od substancji narkotycznych

Mężczyzna powiedział: „ Jak sądzisz, dlaczego tutaj jesteś?”

Ja powiedziałam „ Nie mam zielonego pojęcia”

Stracę swoje dziecko. Dlatego też zawsze trzymam butelkę w pobliżu.

Oficjalna przyczyna zgonu Pani, Winehouse’s nie zostanie ogłoszona aż do Października, gdy zostanie wydany raport toksologiczny. Ale na podstawie jej głośnej walki z uzależnieniem od alkoholu i narkotyków wydaje się, że to właśnie one odegrały znaczącą rolę w jej śmierci. Jej matka wspominając z sentymentem swoją córkę powiedziała w wywiadzie dla „The Sunday Mirror”, że śmierć jej córki była „Kwestią czasu” 
Dlaczego tak się dzieje?